Numer tomu: 02
Tytuł tomu: Gabinet Gadów
Tytuł oryginału: The Reptile Room
Data oryginalnego wydania: wrzesień 1999 rok
Data polskiego wydania: 2002 rok
Liczba stron: 203
Opiekun Baudelaire'ów: doktor Montgomery Montgomery - wujek Monty
Przebranie: Olaf jako Stefano
Biblioteka: biblioteka herpetologiczna wujcia Monty'ego
Wskazówka z ostatniej strony: mężczyzna w koszuli z napisem "pijawki łzawe"
Forma listu do wydawcy: na zwykłym papierze listowym

Przejdź do galerii okładek tomu
Dla Beatrycze
Moja miłość dla Ciebie wciąż żyje.
Ty - już nie.
Drogi czytelniku!
Jeśli sięgnąłeś po tę książkę, aby poczytać sobie coś łatwego i wesołego, to obawiam się, że wybrałeś jak najgorzej. Z początku, gdy rodzeństwo Baudelaire obraca się w towarzystwie interesujących gadów i roztargnionego wuja, historia ta może Ci się wydać wesoła, ale nie daj się nabrać. Jeżeli już wiesz cokolwiek o pechowych sierotach Baudelaire, nie będziesz miał wątpliwości, że nawet miłe zdarzenia prowadzą w ich życiu do zguby.
Mówiąc konkretnie, w książce, którą w tej chwili trzymasz w ręku, dzieci będą musiały znieść: wypadek samochodowy, straszny smród, jadowitą żmije, długi nóż, ciężką, mosiężną lampę biblioteczną oraz ponowne pojawienie się osoby, której miały nadzieję nigdy więcej nie oglądać.
Moim przykrym obowiązkiem jest spisanie tragicznych przypadków rodzeństwa Baudeleire, ale Tobie Czytelniku, nic nie przeszkadza odłożyć tę książkę i poczytać sobie raczej coś weselszego, o ile wolisz wesołe lektury.
Z szacunkiem
Lemony Snicket
Szanowny Wydawco!
Piszę do Pana znad Jeziora Łzawego, gdzie badam szczątki domu Ciotki Józefiny, aby dokładnie zrozumieć wszystko, co się tam zdarzyło podczas pobytu sierot Baudelaire.
Proszę w najbliższą środę po południu udać się do kawiarni Kafka i zamówić herbatę jaśminową u najwyższego kelnera z drugiej zmiany. O ile moi wrogowie mnie nie ubiegli, przyniesie on Panu zamiast herbaty dużą kopertę. W kopercie tej znajdzie Pan moje sprawozdanie z przebiegu tragedii zatytułowanej OGROMNE OKNO, a także plan Skisłej Groty, woreczek tłuczonego szkła i kartę dań z restauracji Smutny Klaun. Będzie tam również probówka zawierająca Pijawkę Łzawą (1 szt.) - to dla p. Helquista, aby mógł wiernie sportretować okaz. Nie należy POD ŻADNYM POZOREM otwierać probówki.
Proszę pamiętać, że jest Pan moją ostatnią nadzieją na to, że losy sierot Baudelaire zostaną wreszcie ujawnione światu.
Z całym należnym szacunkiem,
Lemony Snicket.
Są dwa typy panikarzu - albo stojący milczek, albo rozbiegany gaduła. Ten drugi biega w kółko i paple byle co. Pan Poe zaliczał się do rozbieganych gadułów. Ani Klas, ani Słoneczko nigdy jeszcze nie widzieli, aby ich znajomy bankier poruszał się tak błyskawicznie i przemawiał tak piskliwie.
- Rany boskie! Cholera! Wielki Boże! Błogosławiony Allahu! Zeusie i Hero! Jezus Maria Józefie święty! Nie ruszajcie dziecka! Ratujcie dziecko! Chodźcie tu! Idźcie stąd! Zabijcie tę żmiję! Zostawcie tę żmiję! Dajcie jej coś do zjedzenia! Róbcie coś! Trzeba ją zwabić na bok! Cip, cip, żmijko! Na, na, żmijko, cip, cip, cip!
Wioletka, Klaus i Słoneczko trafiają do domu wujka Monty'ego, znawcy i hodowcy węży i żmij. Zamieszkują w jego domu wyposażonym w nowoczesny gabinet gadów i świetną bibliotekę. Monty zyskał sławę odkrywając Niewiarygodnie Jadowitą Żmiję, w istocie nieszkodliwego gada, który natychmiast zaprzyjażnia się ze Słoneczkiem. Dzieci jednak znów ogarnia śmiertelna groza, nie za sprawą węży, lecz nowego asystenta Monty'ego imieniem Stefano.
idź do góry