Wielce Zwodnicza Scenografia Strony - wybierz przebranie: Sprawa Baudelaire'ów, Tajemnica WZS lub Snicket

Niefortunne zdarzenia Baudelaire'ów zmierzają do końca

Nawet najgorsza rzecz w końcu się kończy, także bardzo, bardzo nieszczęśliwy ciąg wypadków, kryzysów i tragedii, którego ofiarą padła trójka rodzeństwa Baudelaire'ów w inteligentnych i dowcipnych książkach dla dzieci Lemony'ego Snicketa.

W następnym miesiącu - oczywiście w piątek trzynastego - dwa i pół miliona egzemplarzy "Końca", trzynastej i ostatniej części Serii Niefortunnych Zdarzeń, zostanie oddanych do sprzedaży minutę po północy. Dotychczas sprzedano ponad 50 milionów egzemplarzy wcześniejszego tuzina książkek z serii.

W najnowszym wywiadzie dla "Tempo"1) udzielonym w swoim domu w San Francisco, Daniel Handler, trzydziestosześcioletnie alter ego Snicketa, mówi o skłonności jego młodych czytelników do zwierzania mu się ze swoich niefortunnych zdarzeń i rozważa rolę, jaką jego książki odegrały w pomocy dzieciom z poradzeniem sobie z wydarzeniami z 11 września 2001 roku. Wypowiada się także w pewien sposób na doniesienia, że przynajmniej dwie postaci umrą w ostatniej książce.


P: Czy to już zupełnie ostatnia książka w serii?

O: Naprawdę tak.

P: Żadnego "Powrotu Baudelaire'ów" ani "Baudelaire'owie: część druga"?

O: O ile mi wiadomo - nie. A sądzę, że wiedziałbym o tym pierwszy.

P: Gdy siedem lat temu zaczynała się seria, Wioletka Baudelaire miała czternaście lat, jej brat Klaus dwanaście, a Słoneczko było niemowlęciem. Zdaje się, że w "Końcu" są w prawie tym samym wieku, chociaż Słoneczko ma w sobie coraz mniej z niemowlaka. Czy Hrabia Olaf ukradł ich zdolność do dorastania?

O: Akcja niektórych z książek obejmuje tylko kilka dni. Obawiam się, że ich pisanie zajmuje więcej czasu niż przygody Baudelaire'ów, które w nich przeżywają. Każde z rodzeństwa obchodzi urodziny, więc zgaduję, że minął tylko rok. To był pełen wydarzeń okres.

P: Odnośnie 11 września, wiele mówiono o tym, że książki takie jak twoje, dotyczące strasznych rzeczy, pomagają dzieciom pokonać strach spowodowany atakami terrorystycznymi. Czy patrząc wstecz sądzisz, że były powody do powstania takiej teorii?

O: Czytalnie takich książek pomaga niektórym dzieciom pokonać lęki albo myśleć o nich w badziej realistyczny i może łatwiejszy do zniesienia sposób.

P: Czy masz poczucie, że twoje książki mają uzdrawiający wpływ?

O: Wzbraniam się przed braniem na siebie ciężaru odpowiedzialności i poklepywaniem się po plecach za bycie tak poważnym wsparciem psychologicznym (śmiech). Rodzice, wychowawcy, a nawet same dzieci mówiły mi jednak, że moje książki były dla nich pocieszeniem. W swoim komentarzu zaraz po wydarzeniach z 11 września napisałem, że zacząłem czytać książki pełne strasznych zdarzeń, w których te straszne zdarzenia opisane zostały elegancko i zgrabnie. W ciągu kilku tygodni po 11 września przeczytałem chyba wszystkie książki Raymonda Chandlera, bo chociaż dzieją się w nich okropne rzeczy, są one dopuszczalne ze względu na ich tematykę.

P: Wspominałeś w wywiadach, że dzieci, nawet przed 11 września, opowiadały ci o prawdziwych "niefortunnych zdarzeniach", które przeżyły. To musi być dla ciebie duży ciężar. Jak sobie z tym radzisz?

O: Słucham ich z zainteresowaniem. Nie jest zresztą ciężarem o tym słuchać - uderza mnie raczej, jakim ciężarem było dla niektórych przeżycie tego wszystkiego. Jestem też zdziwiony, że dzieci chcą mówić mi takie rzeczy.

P: Co dokładnie ci mówią?

O: Wszystko, co tylko można sobie wyobrazić. Najwięcej słyszę jednak od dzieci, które straciły jedno lub oboje rodziców w przeróżnych okolicznościach - od chorób, przez brutalne zbrodnie do straszliwych wypadków. Tak, świat jest okrutny.

P: Gdy dzieci zwierzają ci się z takich rzeczy, co im mówisz?

O: Mówię, że bardzo mi przykro. Mówię im to samo, co powiedziałbym komuś dorosłemu, kto kogoś stracił. Dzieci nie są zazwyczaj w świeżym stadium smutku. Często mówiono mi, że mam z nimi dobry kontakt. Wydaje mi się, że to dlatego, że nie mówię do nich inaczej niż do dorosłych.

P: A czy ty masz dzieci?

O: Mam prawie trzyletniego syna. Ma na imię Otto. Do nazwiska Handler pasuje niewiele imion, ale Otto zdaje się być całkiem niezłe. Oczywiście gdy tylko to ogłosiliśmy, jeden z moich kuzynów powiedział: "Jest mechanikiem samochodowym2)".

P: Napisałeś trzy powieści dla dorosłych. Czy w inny sposób przygotowujesz się do planowania lub pisania książki Lemony'ego Snicketa i którejś ze swoich "dorosłych" powieści?

O: Nie. Zawsze mówię ludziom - i to nie kłamstwo - że gdy piszę książki Snicketa, słucham ponurej rosyjskiej muzyki. Ale smutna prawda jest taka, że słucham tej muzyki cały dzień.

P: W takim razie słuchasz jej także, gdy piszesz swoje powieści dla dorosłych?

O: Nawet gdy smażę naleśniki.

P: Kto umiera w "Końcu"?

O: W końcu umrzemy wszyscy. "Chicago Tribune" z pewnością już to wie.


Strzęp Snicketa

Jak mogą przypuszczać fani Snicketa, styl "Końca" jest przewrotny, figlarny i pełen ironicznego humoru, nawet (czy może raczej - zwłaszcza) gdy opisuje ostatnie straszydło, groźbę lub niebezpieczeństwo, które napotyka rodzeństwo Baudelaire:

Wyrażnie "w mroku", jak zapewne wiecie, może odnosić się nie tylko do czyjegoś mrocznego otoczenia, ale także do mrocznych sekretów, których ten ktoś może być nieświadomy. Każdego dnia słońce zachodzi nad tymi wszystkimi sekretami, więc każdy jest w mroku w ten czy inny sposób. Jeśli na przykład opalasz się w parku, ale nie wiesz, że dziesięć metrów pod twoim kocem jest zakopana zamknięta gablotka, jesteś w mroku niewiedzy chociaż nie jesteś w zasadzie w mroku, podczas gdy w czasie nocnej wędrówki zdajesz sobie sprawę, że kilka baletnic skrada się tuż zasobą, nie jesteś w mroku niewiedzy, chociaż tak naprawdę jesteś w mroku.

Żródło: "Chicago Tribune"
Tłumaczenie: Random

przypisy

1) dział gazety "Chicago Tribune"

2) ang. "auto handler", "auto" ma zbliżone do "Otto" brzmienie

idź do góry
© Copyright 2006-2010 Random and Luniasta / XHTML 1.0 Strict Valid /
gdyby nie fakt, że Internet Explorer to beznadziejna przeglądarka, nie byłoby tego tekstu